piątek, 1 marca 2024

Zaklęci


szybciej niż kula wrosła w wierzbę
umiera głos ten z wieży głos 
i cieszą strzygi się że wreszcie
kończy się dawno zmarły los

cieszą się strzygi tańczą wiedźmy
aż uspokoi oddech noc
wsiąka w mur ostry zapach pleśni
zaczynia piasek w dzieży mrok

gips w usta gliny tłustej warstwę
na wilcze doły pełne ciał
pomiętej kartki brudne zmarszczki
na twarz nalepią wyrok kłamstw

na stole szklanka samogonu
języki ognia kroją dłoń
jeszcze przechadzka nie skończona
palce przewiązał wstążką szron

nic nie jest po nic wycie wilcze
echem rozpękłą ściska kość
w grobie zleżanym w zimnej pryczy
jeszcze porasta sierścią koc

pod flagą chleba i bandaży
igliwiem myją zgasłą twarz
ich wagą nasz się czas odważy 
ziemia to tych popiołów garść 







środa, 21 lutego 2024

Tam i z powrotem


Mgła wklejała
wycięte brzozy do porannego pejzażu
jak zdjęcia do albumu. Rzeka tłukła się o brzeg.

Spłoszony lis uciekał przed nami,
aż zagwizdał pociąg
i wszyscy – zwierzę, niedorośli myśliwi –

zastygliśmy w oczekiwaniu
na coś nowego,
pełnego obietnic.

A to nie przychodziło
albo stawało się zbyt wolno,
byśmy mogli zauważyć. Wtedy,

gdy przesuwaliśmy się po omacku
od maja do początków
pylistego września i z powrotem.  







piątek, 9 lutego 2024

Drzewa, okryte śniegiem, schodzą w morze

 
Drzewa okryły się lekkim śniegiem i schodzą
w morze, które dziś akurat
nie jest łaskawe. Na kutrach
pustka: hasło znajduje zimny odzew

i nie otwiera żadnych drzwi. Pomimo
tylu ciepłych słów domy
marzną, samotne. Wiadomy
nam porządek znacznie bardziej zimą

daje się we znaki. Brniemy
przez szorstki chłód i samo
to jest już pewną ramą
świata, który niemy

zastyga. Jaką nazwą
opatrzyć go jak ranę,
zadawaną każdym zsunięciem firanek,
gdy kat i skazany jednakowo marzną… 







piątek, 2 lutego 2024

Okno wychodzące na północ

 
Wielka stolnica dostawiona
do okna wychodzącego
na północ.
Z wiecznym,
nieusuwalnym najwyraźniej,
szarzejącym pyłem, który wypełniał
ślady po krojeniu – równina łąki
rodzącej te wszystkie
szerokie na dwie dłonie chleby,
węzełki rogali, także
wąskie, szorstkie pasemka
makaronu. Od tamtej
strony brakowało słońca, więc
wszystko to wzrastało
w żyznym cieniu,
na przekór, idąc
ku wieczorowi,
przynoszonemu przez rzekę
jak poczerniała,
nacinająca świat kra,
zostawiająca wgłębienia
zasypywane mąką
z wielkiego młyna poranków. 







czwartek, 4 stycznia 2024

Będziemy

 
Będziemy znowu spotykać się
na wielkich placach,
będziemy czytać Rymkiewicza,
sławić maestrię dróg,
którymi przechadzał się Rilke.
Szczyt niedokończonej katedry
zarysujemy zmarzniętą dłonią
drżącymi kreskami.
Przetrzemy okulary, zapalimy papierosy.
Ogniska wespną się ku odległej ciszy
równym, wysokim płomieniem.
Zaczniemy porządkować nasze biblioteki,
by to, co w nich najcenniejsze,
zawsze było pod ręką.
Niektórzy podejmą rozpaczliwe próby
przeczenia kłamstwu.
Inni, pogodzeni, zaciągną zasłony obojętności.
Będą też tacy, bez wątpienia,
których skuszą kolorowe trykoty
i wizja nieustannego balu
w świetle pozłacanych kandelabrów.
Ale rzeki nadal będą uporczywie płynąć,
ucząc cierpliwości. Białe młyny
stojące na ich brzegach będą wiodły
swój cichy, pracowity żywot. Zielone góry
wciąż będą schodzić w dół, ku morzu.
Zaświeci o północy
bruk uliczki pod wiosennym deszczem.
Zastukają obcasy. Wzejdzie słońce.
Podniesiemy wzrok, niosąc w dłoniach
swoją liczną samotność.  







piątek, 29 grudnia 2023

Opowieść zimowa

 
Nikt tu nie zamierza nakręcać budzika
(w zimie to czynność pozbawiona sensu).
Pająki śpią.
Wszyscy myślą tylko o guzikach:
przyczynie gry i jawy. Między nimi przęsło,

nakreślone tu jeszcze za przyczyną babki
nieznanej nikomu z żywych – to familia wschodnia –
stanowi swoje prawa. (Gdy sięgniesz do szafki,
namacasz płomyk roślin najdziwniejszych odmian
spiętych ze swym cieniem ideą agrafki).

Śpimy więc. Magiczne strzepnięcie poduszki
ze śniedzi czasu zwyczajnie nazywanej kurzem.
Dom opuszczamy z wolna. Nad drewnianym łóżkiem
portret dziadka z wąsem wzniesionym ku górze
jak drogowskaz. Herbatę wypijamy duszkiem,

parząc wargi i język, który dzisiaj milczy
(w zimie tylko milczenie miewa rację bytu).
Nakryty stół
wabiący karafką; i tak tajemniczy,
że nie wstaje od niego dziś nikt oprócz świtu. 







czwartek, 14 grudnia 2023

Korczyny

 
Gdzie było pusto, wyrosły korczyny.
Rozchyla je teraz ręka ciemniejącego wiatru.
Wejdź, ogrzej się przy ich ciałach
leżących w powietrzu. Krok stąd do rzeki, idź
w postuku srebra, w głębi malachitu.
Korczyny przyjmą jeszcze jednego ciebie. A gdybyś
zechciał, zostań w nich na dłużej,
otul się korą, śnij w przepływie wody.
Będą ci domem,
pogodną przepowiednią.
I tym, co chciałeś, by się wydarzyło.