W dalekich prowincjach cisza, poddani
Śpią w okopach banków, urzędach, na chłodnych o tej porze
Plażach z ciemnego żwiru, w fabrykach liter,
Wsłuchani w oddech
Namacalnego jutra. Gdy parują szyby
Od powtarzalnych marzeń i od dobrych snów.
W zamkniętych świątyniach odpoczywa mrok.
Zgaszono ostatnie lampy w bibliotekach.
Złocenia osaczyły centralny plac
I łagodne echo wczorajszych kroków
Zatacza się jak pijak fetujący państwowe święto.
Są jeszcze psy, bezpańskie psy,
Wyzwolone ku dzikiej wolności,
Unoszące się tuż nad brukiem
Na skrzydłach z cienia.
Rany nie są jeszcze prawdziwymi ranami.
Królestwo nie jest już prawdziwym królestwem.
Tylko cierpienie właśnie staje się prawdziwe.
poniedziałek, 3 sierpnia 2026
Upadek królestwa
Subskrybuj:
Posty (Atom)