wtorek, 26 maja 2026

*** (Świat wciąż trwał nieruchomo…)

 

Świat wciąż trwał nieruchomo. Skulony bank drzemał,
głos odpięty od skrzydeł w upale się słaniał.
Pustka w końcu ulicy znów brała na przemiał
mglisty obrys tramwaju, nie dając nic w zamian.

Piwo ciekło po brodach: w mokrym cudzysłowie
jedyna forma ruchu. Wzbudzały uznanie
krople sennie śledzone przez spojrzenia, bowiem
ryły w twarzy tablicach nowe przykazanie.

Popołudnie istniało poza czasem (może
wypalone przez słońce nie istniało wcale).
Wychodzące naprzeciw spiekocie przedproże
omywało nam stopy, ale nie szło dalej.

Siedząca w zapomnianej budce z kebabami
piękność w cień odpędziła pszczołę cichym słowem;
i czyn ten wstrząsnął światem, i świat całkiem zamilkł,
czekając na swój koniec lub na „Stań się!” nowe. 







czwartek, 21 maja 2026

Tam i z powrotem

 
Jeden po drugim,
pomagając sobie szeroką łopatą,
wygarniali ciepłe bochenki
z głębokich drewnianych półek.

Czekały potem przez chwilę
w plastikowych odrapanych pojemnikach,
ułożone równo, obojętne
jak kraje jednego kontynentu,
które dotykają swych granic,
nic o sobie nie wiedząc.

Później wieźli świeży chleb
do sklepów bliżej miasta
albo w góry na przełęcze,
a on oddawał swoje ciepło
i ogrzewał wnętrze białej furgonetki,

gdzie wschodziły wszystkie
półnagie gwiazdy muzyki
zawieszone po bokach szoferki
i nad szybą, by podczas jazdy
zastąpić asfalt świtu
wędrówką przez
gładkie jasne przestrzenie
kobiecej skóry,

tam i z powrotem,
gdzie akurat oczy poniosą.






niedziela, 10 maja 2026

Gdy gwiazda

 

Gdy gwiazda się wyradza w płomyk gazu niebieski
i spod zmarzliny tynku wydobywa freski
nieodkryte dotąd – ty trwasz, z dymu świecy stworzona
lub na odwrót: gdy sama tulisz go w ramionach,
odnajdujesz w nim kogoś tak nierzeczywistego, że zdaje
się przesuwać przez otwór na listy lub skrajem
słów wędrować do ciebie, by strzec niby anioł
spraw, w których wygrywa, kto da za wygraną.
Płomyk drga i ubywa życia. W kuchni książka
wilgnie i sama w siebie powoli się wsącza.
Spiker w nocnej audycji koniec świata obwieszcza,
północ cienką fastrygą mrok zaszywa w szelestach,
które, wchodząc przez uchylone okno, wypełniają
tę najbardziej człowieczą przestrzeń wzdłuż piekła i raju.