czwartek, 21 maja 2026

Tam i z powrotem

 
Jeden po drugim,
pomagając sobie szeroką łopatą,
wygarniali ciepłe bochenki
z głębokich drewnianych półek.

Czekały potem przez chwilę
w plastikowych odrapanych pojemnikach,
ułożone równo, obojętne
jak kraje jednego kontynentu,
które dotykają swych granic,
nic o sobie nie wiedząc.

Później wieźli świeży chleb
do sklepów bliżej miasta
albo w góry na przełęcze,
a on oddawał swoje ciepło
i ogrzewał wnętrze białej furgonetki,

gdzie wschodziły wszystkie
półnagie gwiazdy muzyki
zawieszone po bokach szoferki
i nad szybą, by podczas jazdy
zastąpić asfalt świtu
wędrówką przez
gładkie jasne przestrzenie
kobiecej skóry,

tam i z powrotem,
gdzie akurat oczy poniosą.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz