Gdy gwiazda się wyradza w płomyk gazu niebieski
i spod zmarzliny tynku wydobywa freski
nieodkryte dotąd – ty trwasz, z dymu świecy stworzona
lub na odwrót: gdy sama tulisz go w ramionach,
odnajdujesz w nim kogoś tak nierzeczywistego, że zdaje
się przesuwać przez otwór na listy lub skrajem
słów wędrować do ciebie, by strzec niby anioł
spraw, w których wygrywa, kto da za wygraną.
Płomyk drga i ubywa życia. W kuchni książka
wilgnie i sama w siebie powoli się wsącza.
Spiker w nocnej audycji koniec świata obwieszcza,
północ cienką fastrygą mrok zaszywa w szelestach,
które, wchodząc przez uchylone okno, wypełniają
tę najbardziej człowieczą przestrzeń wzdłuż piekła i raju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz