piątek, 30 stycznia 2026

Święto rozbitków

 
Nie masz na tyle sił ani szczęścia, powtarza głos,
i jeszcze: nie zostałeś wybrany.
To prawda. Pochylam się niezdarnie
nad łupkami kory, próbując rozpalić ogień.
Ręce są zgrabiałe, zaciśnięte usta
nie pozwalają mówić.
Nie pojawia się płomień, bezgłośne sylaby
rozcieńcza noc. Ale nie ustaję w wysiłkach, gdy
dalekie morze bije swymi wzniesieniami
o horyzont. Dobrze wiemy: nie przypłyną łodzie,
nie rozpocznie się święto. Nasze imiona
brzmią jak nazwy kamieni lub skał.
Ale to nie znaczy, że jesteśmy opoką.
Jak wyruszyć bez tuniki, bez sandałów,
kalecząc palce
na korze twardej jak wezgłowie dnia.
Nie wyruszysz, zostaniesz,
będziesz śpiewem porannego ptaka, odciskiem w piasku, mgłą.
Świętujmy chwilę, gdy żaden ogień nie płonie. 







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz