Podnosi ręce, by wykonać
potrzebny ruch: jedyna z grona
szelmowskiej czwórki. Na ulicy
wygrywa ten, kto dobrze liczy:
a w tym mistrzynią jest tu ona,
z nitką skakanki w drobnych dłoniach.
Zlicza podskoki i zamachy,
punkt za oklaski, punkt za zachwyt.
I dzięki niej się to przytrafia,
że znów ożywa fotografia
i udział możesz też wziąć w grach tych
z nieczułym czasem, mrucząc: – Ach, wy,
minionych zdarzeń uczestnicy,
nimfy kąpiące się w miednicy,
książęta zabaw swych udzielni,
ci w pół powszedni, w pół niedzielni,
wy powojennie bladolicy,
ofiary choler, osp, gruźlicy.
Z was jest ta czwórka, a w niej ona:
po mieczu pewnie od Villona,
od matki katedr po kądzieli;
łączy was to, co przecież dzieli –
lat przemiał. Czas z nieuniknioną
pewnością takie zwiększa grono.
Schody wspinają się w obłoki,
poręcze biorą je pod boki,
a ona skacze – nóżka zgięta,
niech taką każdy ją pamięta:
ją – tamtą Kore! Jasne loki
w wieczór wplątują się głęboki.
Szkolne tornistry obok: dary
tej dość naiwnej w przyszłość wiary.
I kwitnie blada twarz Paryża,
i lato co dzień się przybliża;
choć zdjęcie wciąż ma kolor szary,
bielą tnie kadr fasada fary.
A z tamtej czwórki dwoje czyta:
napis ars longa, brevis vita
zdobi okładkę jednej z książek.
Po schodach toczy się pieniążek
prosto pod sandał. Już się wita
z nim ręka sprytna, nim ktoś spyta,
kto właścicielem jest monety.
Milczenie chronić ma sekrety,
zaś prawdy szukać mają słowa,
wciąż zaczynając trud od nowa.
Świadectwo losem jest poety…
Przy tamtych schodach – do plaż Lety.
czwartek, 15 stycznia 2026
Przy schodach: dziewczynka ze skakanką z dawnej paryskiej fotografii
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz