Nieco dalej od zielonego zakola rzeki, w którym nurkowaliśmy,
dwie zrujnowane ściany, pozbawione gzymsów,
wykruszony tynk leżący na ziemi jak białe liście.
Trzeba było odwracać wzrok
w momencie, gdy któryś z nas wynurzał
głowę, by się nie skaleczyć
samym patrzeniem. Przypominam sobie to wszystko,
gdy za oknem dostojnie przechadza się śnieżyca.
Jest jak jeszcze jeden rzut kostką.
Jak wróżba wyciągnięta z weselnego koszyka
tuż przed toastem.
Ten śnieg przykrywa zniszczone ściany
i tamtą wodę tuż obok: niegdyś ciepłą i dobrą.
W której się zanurzaliśmy wcale nie po to,
by się ukryć, ale że lato było zdyszane i upalne,
biegnące wciąż dalej
od tego wszystkiego. Dalej i dalej. Po prostu.
poniedziałek, 13 kwietnia 2026
Dalej i dalej
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz